Powrót do słonych korzeni
Gdyby nie ten film, nie byłoby nas tutaj. Podczas 18. edycji Solanin Film Festiwal widzowie mieli niepowtarzalną okazję zobaczyć zremasterowaną wersję legendarnej produkcji „Solanin”, a tuż po seansie spotkać się z jej twórcami – Konradem Paszkowskim i Eliaszem Gramontem. Rozmowę poprowadził Rafał Pawłowski, otwierając pełne nostalgii spotkanie o początkach festiwalowej legendy.
Początek rozmowy przyniósł spore zaskoczenie dla widowni. Nazwa naszego festiwalu od zawsze miała wywodzić się od tytułu filmu, który… początkowo miał w ogóle nie powstać. Konrad Paszkowski szczerze przyznał, że był to projekt niskobudżetowy, a cała produkcja mocno się przeciągała. Twórcy z uśmiechem podsumowali techniczne niedociągnięcia tamtych lat, podkreślając jednak, że najważniejsza była dla nich czysta frajda z tworzenia.
Nie brakowało barwnych anegdot z planu – widzowie dowiedzieli się chociażby o losach ekranowego biegacza. Postać, która miała po prostu wbiec i zbiec z górki, po kilkunastu powtórzonych dublach została wystawiona na próbę wytrzymałości. Wspominano też dramatyczne momenty realizacyjne, w tym historię zniszczonej na planie kamery.
Festiwalowicze dowiedzieli się również, że pierwotna wersja filmu była aż o 20 minut dłuższa. Ostateczny kształt nadano jej na stole montażowym, gdzie Konrad spędził cały miesiąc, bezwzględnie wycinając zbędne fragmenty.
Ciekawie wyglądał także sam podział obowiązków reżyserskich. Jak się okazuje, Konrada przez większość czasu niemal nie było na głównym planie, bo skupił się na dopracowywaniu scen osadzonych w XVII wieku, podczas gdy za resztę ujęć odpowiadał Eliasz. Zapytani o najtrudniejsze wyzwanie realizacyjne, twórcy bez wahania wskazali scenę konferencji prasowej w kinie. Zgromadzenie wszystkich aktorów w jednym miejscu i czasie graniczyło wówczas z cudem.
W trakcie pytań od publiczności nie mogło zabraknąć wątku muzycznego. Zapytani o charakterystyczny i wpadający w ucho utwór ze słowami „To Solanin…”, twórcy wywołali uśmiech na twarzach widzów deklaracją, że zrobią co w ich mocy, aby numer wreszcie trafił na serwisy muzyczne.
Ola Pruszyńska






